Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,
Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.
Zawsze miałam słabość do tej fraszki Jana Kochanowskiego. W szczególny stan zachwytu wprowadzały mnie zabiegi językowe, więc początkowa anafora, stwarzająca atmosferę dekadencji i ostateczności (a stąd już krok do nieskończoności), później proste i bezwzględne zdania oznajmujące, i wreszcie końcowe metafory, oddziałujące tym silniej, że niewymuszone i niewyszukane. Renesans.
Obieramy pomarańcz, która, zwłaszcza po wetknięciu w nią goździków, wydziela niesamowicie piękny zapach. Docieramy do soczystego miąższu. Pożywnych cząstek, białymi nerwami połączonych w jedną całość. Kawałek po kawałku, zjadamy. Czujesz ten smak?
Zgadzamy się z Szymborską mówiącą, że "Nic się nie zmieniło". Wprawdzie miała na myśli materię człowieka, jego niezmienną cielesność, ale interpretujemy to jako stałość niektórych prawd. Jan Kochanowski, facet sprzed pięciuset lat, pisze o rzeczach, które nas, de facto cielesnych, nadal pociągają. Pominę zacność, bo nie jestem pewna znaczenia tego słowa. Jeśli to szlachetność, nie umiem dopasować go do reszty, jeśli wyborność, łącząca się z urodą, niech zostanie sama uroda.
Czym ona dla była i jest dla człowieka, widzimy po wspaniałych dawnych strojach i współczesnym programie "Top model". A jeśli jesteśmy dziewczynami/kobietami (o płci obcej się nie wypowiadam), także po radości, gdy zamiast (abstrakcja!) 59,9 widzimy na wadze 59,3! Fraszka! - powiedziałby załamany poeta - chyba że wygląd jest obiektywnie przeszkodą do wykonywania rzeczy ważniejszych - dodałby po zastanowieniu.
O słowie "moc" też trudno mi cokolwiek stwierdzić. Czy siła fizyczna? Idziemy na siłkę, Janek. Ale najpierw do epoki rycerzy, ledwo się kończyła gdy ty zaczynałeś tworzyć. Przecież siła jest ważna, tak samo zresztą jak uroda. Co powiesz? - Fraszka! Nawet gdy w ten sposób pełnisz jakąś wyższą służbę - stwierdza - jak ten rycerz. Jesteś Roland, tak? - Tak - odpowiada, zapominając o wyciekającym mózgu - za słodką Francję! - krzyczy, wznosząc jakiś ładny miecz. - Nie, nawet wtedy siła jest fraszką. Jej osiągnięcia szybko nikną, imperia upadają, a Strongmeni nie mieszczą się w drzwiach.
Czy podobnie jest z mocą pieniądza? Ludzie, którzy dużo zdobyli, czy ciężką pracą, czy Totolotkiem, czy podbojami, żyją wygodnie, mają dużo więcej możliwości. Mogą w każdej chwili polecieć na inny kontynent, zorganizować imprezę dla dziesięciu tysięcy, pływać w basenie tuż po przebudzeniu... Inna sprawa, czy to daje im prawdziwą przyjemność. Kręcisz głową. - Fraszka! - same pieniądze nic nie znaczą, tyle co radość z dalekich podróży i poczucie komfortu, jak widać wątpliwe. Chyba że daje się we znaki ich brak, nazywamy to nędzą. Wtedy stają się pierwszą potrzebą.
I wreszcie sława. Teraz dopiero połączenie między wymienianymi wartościami staje się wyraźne jak nerwy łączące cząstki pomarańczy: trudno nie oprzeć się poglądowi, że wszystkie zabiegi sprowadzają się do pragnienia bycia podziwianym. Wtedy i zacność się wciśnie, jeśli po to praktykowana. Sława - uznanie wielu. Sława - bycie zauważonym i docenionym. I zapamiętanym. Sława - umieranie z "non OMNIS moriar!" na ustach. "Nieczysta" sława, zabrudzona chęcią podzielenia się sobą, jakimś dobrem, które się tworzy. Nic nie funkcjonuje samotnie i nikt nie funkcjonuje samotnie. Więc co powiesz o sławie, Janie Kochanowski, o tej nieczystej, więc trochę dobrej? - Fraszka! - wstajesz wzburzony od stołu. Widać, że bardzo chcesz powiedzieć to, o czym jesteś przekonany, nad czym spędziłeś wiele dni i nocy po to tylko, by lakonicznie wspomnieć o tym w paru utworach. - dobro zostaje, sława przemija. Podziwiamy dobro w człowieku, nie człowieka. Człowieka kochamy (z jego staraniami o urodę i siłę).
Jednak to wszystko stanowi jakąś materię naszego życia, mówię, ukrywając wzruszenie, naszą cielesność. Czy możemy się od tego oderwać? – Kiedyś i tak nas oderwą. Pamiętajcie o tym. Wemkną nas w mieszek jako czynią łątkom.
Jaki Ty mądry, Janie Kochanowski. Patrzę w bok, a tam Grzegorz Turnau w peruce. A co Pan powie? – Zaśpiewam.